— Nie byłby go też opuścił, ale wezwany został do Baba Eski przez komendanta pierwszej brygady kawaleryi generała Sawowa.
— Dziękuję panom za informacye! — powiedział Rouletabille. — Przepraszam bardzo, ale idę coś przegryść.
— Smacznego! — odpowiedzieli obaj.
Wszedł w obręb podwórza i spostrzegł z radością, że izba, gdzie mieścił się jeniec, przytykała do stancyi, oddanej im do użytku.
— W chwili, gdy otwierał drzwi, usłyszał wyraźnie wymówione, metalicznym głosem Włodzimierza, słowa:
— 36 rouge pair et passe!
— A to co? — zawołał Rouletabille. — Zupełnie, jak w Monte Carlo?
Wszedł do środka.
Na stole stała gotowa zupa, z której ulatywał wonny słup pary, a tuż obok, siedzieli Włodzimierz i Candeur. Gdy wszedł, Candeur odwrócił szybko kartę geograficzną, Włodzimierz zaś patrzył bardzo pilnie na swój zegarek.
— Znowu powtarzacie dawne głupstwa! — powiedział, śmiejąc się[1]. Był tego wieczoru w doskonałem usposobieniu. — Znowu te same hece z kartą geograficzną i zegarkiem.
- ↑ Patrz „Czarny Zamek“.