W Demotice próbowali kupić sobie w sposób uczciwy konie, ale nikt nie chciał sprzedać, ku wielkiej radości pobożnego mnicha.
W tych warunkach, Rouletabille musiał jąć się rekwizycyi i polecił Tondorowi i Włodzimierzowi, którzy nie mieli skrupułów, wystarać się o wierzchowce. Niebawem przyprowadzili pięć wspaniałych koni. Zabrali je poprostu z podwórza jakiegoś starego zamku bułgarskiego, gdzie się pasły spokojnie, podczas kiedy mały patrol wojskowy obsiadł kocioł pełen jadła i pożywiał się przy dźwiękach bałabajki.
Konie były posiodłane, skoczyli tedy na nie i ruszyli galopem. Zatrzymali się aż po godzinie, w miejscu, gdzie im nietyle już groził pościg bułgarski, co spotkanie przednich straży tureckich.
Rouletabille ukrył teraz głęboko w kieszeni list generała, a wydobył ściągnięty w Kirkilissie przez Włodzimierza papier z nagłówkiem generalnego sztabu tureckiego i pieczęcią Muktara Paszy. Zabezpieczywszy się w ten sposób dali koniom wytchnąć.
Rouletabille dowiedział się w drodze wiele od pana Priskiego. Zależało mu na szczegółach, gdyż zbliżali się do Salonik, gdzie mieszkał zdetronizowany Abdul Hamid. Wypytywał też o Kasbeka i jego stosunek do nowego rządu tureckiego. Kasbek był rodzajem pośrednika pomiędzy Abdul Ha-