Strona:PL Leopold Blumental Sherlock Holmes w Warszawie.pdf/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Nie… Owszem spędziliśmy nawet czas bardzo przyjemnie… codzień byliśmy w teatrze…
— Mąż nie miał ataków?
Tylko pierwszego dnia… Wieczorem, w hotelu… Miał dziwny atak… Nasamprzód gniewał się ze mną razem, że ci ciemni ludzie — niby stróż i stróżka — nie umieli powiedzieć, dokąd Mama wyjechała… potem zaniepokoił się, że Mama może siedzi w Warszawie i na nas czeka i wysłał zaraz na moją prośbę depeszę… potem zaczął śmiać się. Ponieważ żadną miarą nie chciał iść do doktora, a na pytanie co mu jest, odpowiadał: „Tajemnica“ — zaniepokojona, wówczas właśnie zatelegrafowałam do Pana…
— Cóż jeszcze?
— Nic… Mamy nie doczekaliśmy się… Z Warszawy przyszła depesza, że Mamy tam niema… Wróciliśmy i Mamy niema…
— A gdzie może być?..
Pani Klotylda rozpłakała się:
— Mama pewnie jest na wsi u którejś cioci mojej… Ale u której, nie wiem…
— Dużo pani cioć ma?
— Siedem… Ludwiczek telegrafował do trzech… Do czterech pozostałych nie mógł. Nie mamy bliższego adresu… Po wsiach mieszkają…
I pani Klotylda jęła płakać jeszcze rzewniej.
Holmes ruchem ojcowskim wziął ją za rękę:
— Niech pani nie płacze… Mama się znajdzie…
— To wiem — mówiła, szłochając. Ale… ale… mnie boli jeszcze co innego… Według naszego planu… mieliśmy dziś właśnie nocować w Paryżu… w hotelu „Regina…“ Tak się na to cieszyłam… A patrz Pan… i Mamy niema… i mąż jest chory… i ta jakaś tajemni-