Przejdź do zawartości

Strona:PL L Niemojowski Trójlistek.djvu/285

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

Idzie powoli, a piętno sromu
Żalem i wstydem czoło jéj mroczy,
Idzie, a dłonią swą pokryjomu
Ociera łezkę co z rzęs się toczy.

Miesiąc upłynął, kształtna jéj postać
Ku ziemi giąć się powoli zdała,
Jak gdyby kości nie mogły sprostać,
Przy szybkim wzroście, ciężaru ciała.
Próżne łzy Matki i Ojca trudy,
Z ciągłą lekarzy biegłych opieką:
Znikł już ostatni promyk ułudy,
Wandzia zostanie wiecznie kaleką!...
Już się chwytano każdego środka,
Wszystko bez skutku — przechodzą lata,
A owa piękna, kształtna istotka
Na całe życie będzie garbata!
Zkąd taka zmiana, powiem wam dziatki:
Bóg jest najczystszéj miłości Bogiem,
Ale to słowo strapionéj Matki,
Zabrzmiało dźwiękiem strasznym, złowrogiem,
A łzawe echo skargi Matczynéj,
Przebiło niebios oponę szarą,
I tam dosięgło gdzie wszelkie winy,
Ziemskich zdrożności, mażą się karą.