Będziecie kucharki: ot rądle, ot garnki,
Mak, cukier, kawałek strucelka,
Pierniki, gomułki, ośrodka od bułki,
I soku flaszeczka nie wielka.
Z ośrodki bułeczki zrobimy kluseczki,
Garść maku — to kaszka pod sosik,
Na cząstki skrajany, pierniczek rumiany,
Przedstawi wyborny bigosik.
Gdy która z nich minką pokaże, że winko
Radaby miéć w swojéj szklaneczce,
Sok z wodą zmięszany spragnionéj podamy:
Niech służy na zdrowie laleczce!
Ot waza rosołu, nieś-że ją do stołu,
I rozléj tą łyżką w talerze:
Co widzę, nie jedzą — jak siadły, tak siedzą,
Żadna się do zupki nie bierze!
A może pasztecik, lub z strucla kotlecik?
I to nie — co chcecie więc panny?
Bo potraw odmawiać i fochy wyprawiać,
Uważam za zwyczaj naganny.
Sproszono was społem, siadłyście za stołem,
Nie bądźcie więc nudne i sprzeczne,
Gdyż goście, co gardzą jedzeniem, są bardzo
Dla swoich gospodyń niegrzeczne.
Lecz na cóż morały? wciąż będą siedziały,
Żadna z nich nie rzeknie ni słowa,
Więc powiem wam szczerze: uchwyćmy talerze
I jedzmy — biesiada gotowa!
Ot strucle, ot bułki, pierniczek, gomółki,
Ot kawał smacznego placuszka...
A lalki? Ah, one, gdy takie skrzywione,
Niech sobie spać idą do łóżka!