Strona:PL L.M.Alcott - Małe kobietki.djvu/243

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Droga matko!
Tylko tyle jest miejsca, bym przesłała pozdrowienie i kilka suszonych bratków z krzaku, który przechowałam dla ojca. Czytuję co rano, staram się być dobrą cały dzień i śpiewam sobie do snu pieśń ojca. Wszyscy są bardzo dobrzy, i jesteśmy szczęśliwe, o ile to może być bez ciebie. Amelka prosi o resztę stronicy, więc muszę położyć pióro. Nie zapomniałam dać wierzchu na mankietach; codzień nastawiam zegar i wietrzę pokoje. Ucałuj drogiemu ojcu ten policzek, który nazywa moim. Ach, wróćcie prędko do kochającej was
małej Elizy“

„Ma chere mamma!
Wszystkie jesteśmy zdrowe, zawsze odrabiam lekcje nigdy nie opieram się dziewczętom. Małgosia jest dla mnie wielką pociechą, i co wieczór daje mi galaretę do herbaty, co jest bardzo dobre, bo Ludka mówi, że mię to czyni słodką. Artur okazuje mi za mało poszanowania, bo wszakże jestem już prawie dorosłą. Nazywa mię kurczątkiem i obraża, mówiąc bardzo prędko po francuzku, gdy powiem merci albo bon jour jak Helenka King. Rękawy u mojej niebieskiej sukienki były zupełnie podarte, i Małgosia wszyła nowe, ale wierzch źle wypadł, i są bardziej niebieskie jak suknia; Źle mi jest, lecz nie narzekam i cierpliwie znoszę troski, ale chciałabym, żeby Anna brała więcej krochmalu do moich fartuszków, i żebym miewała codzień pszenne placuszki, czy można? Alboż nie ładnie zrobiłam ten znak zapytania, Małgosia mówi, że nie znam się na zna-