Strona:PL L.M.Alcott - Małe kobietki.djvu/156

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ROZDZIAŁ XI.
PRÓBY.

— Mamy dziś pierwszego czerwca; Kingsowie jadą jutro nad morze, a ja jestem wolna! Trzy miesiące wakacji! jakże ich używać będę! — wołała Małgosia, wróciwszy do domu w upalny dzień. Ludka leżała na sofie strasznie znużona, Eliza zdejmowała zakurzone buciki, Amelka zaś przyrządzała lemonjadę, żeby ochłodzić całą gromadkę.
— Jakże się cieszę, że ciotka March dziś wyjechała! — rzekła Ludka. Byłam w śmiertelnej obawie, że mię zechce wziąć z sobą. Gdyby nalegała, nie mogłabym odmówić, a tymczasem w Plumfield niewiele jest weselej, jak na cmentarzu. Jakżem rada, żem się uwolniła! Dużo było krętaniny zanim się wybrała stara jejomość, i ogarniał mię strach, ile razy do mnie przemówiła, bo skutkiem gorącej chęci wykręcenia się od tej podróży, byłam tak niezwykle usłużna i słodka, że się aż lękałam, czy jej nie będzie żal rozłączyć się ze mną. Krzątałam się póki nie usiadła wygodnie w powozie, ale i wówczas zdjęła mię jeszcze obawa, bo wychyliwszy na odjezdnem głowę, zapytała: — Ludwiko, czy nie chcesz pojechać? — Więcej już nic nie słyszałam, bom się odwróciła i jak tchórz biegłam bez tchu, aż do zakrętu drogi, tam dopiero czując się bezpieczną.
— Biedna Ludka! wpadła do domu, jakgdyby ją