Strona:PL L.M.Alcott - Małe kobietki.djvu/118

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
ROZDZIAŁ IX.
MAŁGOSIA WYBIERA SIĘ NA „JARMARK PRÓŻNOŚCI“.

— Nie mogło się stać nic lepszego jak to, że dzieci dostały odry właśnie teraz, — rzekła Małgosia w pewien kwietniowy dzień, pakując z siostrami podróżny kufer w swym pokoju.
— A jak to ładnie ze strony Anusi Moffat, że nie zapomniała obietnicy.
— Dwa tygodnie zabaw, to będzie rzecz wspaniała! — odezwała się Ludka, podobna do młyna wietrznego, gdy układała suknie długiemi rękami.
— I pogoda ładna; takam z tego rada! — dodała Eliza, składając porządnie wstążeczki na szyję i do włosów w swem najładniejszem pudełku, które pożyczała na tę ważną okoliczność.
— Jabym też chętnie pojechała, żeby się bawić i ubierać w te piękne rzeczy, — rzekła Amelka z pełnemi ustami szpilek, gdyż artystycznie napychała poduszeczkę siostry.
— Wolałabym, żebyście wszystkie jechały, ale kiedy to być nie może, zapamiętam moje przygody, żeby je opowiadać, gdy wrócę. Przynajmniej tem się wam odpłacę za tę dobroć, że pożyczacie mi swych rzeczy i pomagacie w pakowaniu się, — rzekła Małgosia, patrząc na skromną wyprawę, której nie brakowało niczego, o ile jej się zdawało.
— Co ci mama dała ze skrzyni? — spytała Amelka, która nie była obecna przy otwarciu cedrowego kufra,