Strona:PL Kraszewski - Kościół Święto Michalski w Wilnie.pdf/26

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

w dół, jedne były szerokie, drugie wązkie, pobite i całe... Brama ogromna, silnie była zaparta, bo ówczesny stan ciągłych niepokojów kazał się mieć na baczności.
Obok bramy był sklep korzenny wspomnianego Francuza, a nade drzwiami unosił się znak objaśniający przychodniom co tu znaleźć mogli. Na tablicy odmalowane były ważki, beczki, funciki, kwarty, oznaczające sprzedaż trunków i korzeni; nad tem zaś wszystkiem, panowała wielka kufa z napisem w około — Francuz Desaus.
Ranek był pogodny ale dyable zimny, i właśnie pan Desaus wszedł ziewając do sklepu, zbudził chłopca i kazał otwierać. Odsunięto rygle, drzwi się sklepowe rozwarły, i dostojny kupiec usiadł dzwoniąc zębami, chociaż zimno nie było do niezniesienia, i ledwie mały posrebrzał ziemię przymrozek jesienny.
Pan Desaus był to mężczyzna ogromnie brzuchaty, sapiący, nizki, owalowaty, z twarzą okrągłą, czerwoną, nakrapianą w szafirowe punkciki. Zdaleka między nim a beczką, odmalowaną na tablicy przed sklepem, wielkie było podobieństwo, bo członki jego postaci zlewały się w tak doskonałą jedną całość, że często, chcąc go zaczepić, trudno było rozpoznać, gdzie brzuch, gdzie tył, a gdzie boki. Głowa także ginęła między wyniosłemi ramionami, a czapka ogromna futrzana okazywała tylko miejsce, gdzieby być była powinna. Francuz