Strona:PL Kraszewski - Kościół Święto Michalski w Wilnie.pdf/174

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

zdawało się być niczem, jakgdyby z niem był obeznany, nie zważał na nic, i chodził sobie spokojnie po lochu, nie odpowiadając na pytania, nie mówiąc ani pół słowa.
W kilka godzin hałasy, stukania nad głowami ucichły; zaczęto przemyśliwać, czyby wyjść nie można, ale nikt nie chciał być pierwszym, nie chciał być gołębiem arki Noego. Tak w naradach jeszcze parę godzin upłynęło, zaczęto rachować i domyślać się, że już być musiała noc i późna, że lud zapewne rozszedł się do domów.
Kilka osób odezwało się z tem, żeby wychodzić; już i rektor zgadzać się na to zdawał, ale nikt nie odważył się być pierwszym.
Wtem, Dawid porwał latarkę z ziemi i szybkim krokiem poszedł w lochy, kierując się ku drzwiom, któremi weszli. Zakręciwszy się kilka razy korytarzami, przybył wreszcie do celu, nastawił ucha, głęboka cisza panowała w około. Odwalił kamień uważnie, zgasił światło i omackiem poszedł korytarzykiem ku drzwiom. Noc była ciemna i zimno wilgotne, przenikające. Dawid wyszedłszy na ganek po cichu, ujrzał przy słabem świetle zorzy nocnej powszechne w około spustoszenie: cegły, gruzy, kamienie, zwaliska... ale nie było słychać głosu żywej duszy. Skierował się zatem ku bramie, lecz znalazłszy ją zamkniętą, doszedł do wyłomu w murze i dostał się tym sposobem na placyk. Pierwszą jego myślą było pójść do