Strona:PL Kraszewski - Kościół Święto Michalski w Wilnie.pdf/152

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

— O! na ręku coś błyszczy... jeden, dwa, trzy pierścienie!
— Daj tu! tu! daj! ale jak poczerniała jejmość nieboraczka! tfu! ktoby to uwierzył, że te kości i proch paskudny i śmierdzący był kiedyś kobietą, pewno ładną, kochaną... ktoś ją może nieraz w tę ręczyska popróchniałe całował, aż mu po sercu chodziło! a teraz... ho! chodźmy dalej, panie Antoni!
Po pustych sklepieniach odbijały się kroki rabusiów, którzy tak od trumny do trumny się przechadzali i brali co mogli, póki szelest jakiś na wschodach, prowadzących do lochów, nie przerwał tego zatrudnienia.
— Cyt! czy nie idzie kto? — Uciszyli się, ale oprócz oddalonego gwaru ludu, który jeszcze zbór oblegał, bliżej nic słychać nie było.
— No! chodźmy dalej! przywidziało się waszmości ze strachu! tu żywy duch nie zajrzy! możemy być spokojni, panie Marcinie!...
— Prosto! prosto przed siebie... do tej trumny trzeba zajrzeć.
— Hm! wieko zabite, nie oderwiem, bo jeszcze nie spróchniałe... niema na co tracić czasu; a co tam?
— Tylko co nie padłem! czort mi pod nogi kości naniósł i jakąś głowę jak wiadro, pośliznąłem się na tej czaszce i tylko co, żebym się za antabę nie chwycił, byłbym upadł szkaradnie, a co gorzej, zgasłaby nam latarnia!