Strona:PL Kraszewski - Kościół Święto Michalski w Wilnie.pdf/124

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

dając się jeszcze i macając nadtłuczonego krzyża, wybiegł ze zboru po łuk i strzały. Wychodząc ze zboru, trzeba było iść koło dzwonnicy, na dzwonnicy siedziały kawki. Rakowski śpieszył się, jak opętany, a że po pijanemu trudno i chwilę pomilczeć, więc nie mając z kim rozmawiać po drodze, świszczał, krzyczał, hałasował, śpiewał i wybijał sobie takt ręką na nodze. Ptaki nie bardzo lubią muzykę, więc na zbliżenie się pana Rakowskiego wszystkie kawki zleciały z dzwonnicy i poszły sobie spokojniejszego szukać kąta; a pan Piekarski, siedząc w oknie, klął ze złości nieostrożność swego fagasa, który w chwil parę, biegąc i zataczając się po całym dziedzińcu, wrócił z łukiem i strzałami i wleciał do sali.
Nagły widok jego dziwne na podochoconych biesiadnikach zrobił wrażenie. Niektórzy zdawali się dziwić, inni się polękali, nie mogąc się domyślić, na coby się zdały te narzędzia. Wprędce jednak pan Piekarski wytłumaczył to, mówiąc czkawką przerywanym głosem:
— To ja...chcia...a...łem strzelać do kawek, co tu na dzwo...onnicy siedziały, ale poleciały... teraz już niema do czego strzelać!...
— O! — przerwał z zapałem ksiądz Balcer — byleby były strzały! znajdzie się niezawodnie!... Słyszeliśmy, panie Wacławie, że strzelasz doskonale, sprobuj do celu!