Strona:PL Kraszewski - Kościół Święto Michalski w Wilnie.pdf/123

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

— Hm! otóż i jedna poleciała! do milion szatanów! — bąknął pod nosem — a ten cham się nie śpieszy;... i druga: a łotr!... — To mówiąc, w zapale gniewu pobiegł mimo zawracającego mu głowę napoju Piekarski ku drzwiom sali, otworzył je i z podziwieniem ujrzał, jak nieposłuszny sługa, rozparłszy się nad stołem, wychylał jeszcze miód z ogromnego cynowego dzbana i ani myślał się ruszać. Rakowski tyłem był obrócony do wchodzącego i nie widział go póty, póki nie uczuł okropnego grzmotnięcia w kark pięścią.
— A psia jucho! — zawołał Rakowski, sądząc, że go któren ze sług uderzył — żeby ten dzban nie był cudzy, gębę bym ci nim zamalował do sądnego dnia... — Wtem obejrzał się, a widząc pana swego, postawił dzban na stole i z najzimniejszą krwią dodał:
— Przecież pan miej litość nad sługą, jabym tak i bydlęcia nie uderzył.
— Idź po łuk, wisielcze, sk........
— Otóż miałem iść właśnie, kiedyś mnie pan tak w kark zagadnął, aż mi się w oczach odezwało i bo...
— Milcz, hultaju, a....a... a idź coprędzej, bo ka...a...wki pozlatują, chamie! idźże do trzykroć sto tysięcy...
— Idę, idę, tylko proszę nie bić, bo nie wrócę...
— Prędko!... prędko! — wołał pan Wacław i potoczył się do sali, a Rakowski, oglą-