Strona:PL Kraszewski - Dziennik Serafiny.djvu/84

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Dziś wydał mi się jeszcze przystojniejszy... Wyobrażałam sobie, że zardzewiały, żyjąc z chłopami i ekonomami, stracił maniery, ale Mama, która w tych rzeczach bardzo jest surową i wymagającą — przyznaje, że ma wiele dystynkcji i że bądź co bądź, czuć w nim krew starą...
Mnie... choć ładny... choć grzeczny... ale tym obrażającym chłodem jakimś, gniewa. Nawet mówiąc do nas, oczów niepodnosił... Przyznaję się, że czatowałam na nie. Gdyby był raz dał się pochwycić na wejrzeniu, byłby przepadł, bo zrobiłam tego dnia takie melancholijne oczy, jak Mama, kiedy chce od Barona jakiej usługi... Ma szczęście, że się wystrzegał... zobaczymy, czy to tak zawsze będzie... Baron i Mama uprosili go wreszcie, aby choć cokolwiek się zajął Sulimowem, a Morozkowicz ma spełniać najściślej jego wskazówki. Będzie więc przyjeżdżał... będzie na obiadach... — ośmielimy go. Mamie się podobał, a niepodobieństwo, żeby ona na nim wrażenia nie zrobiła, bo uważałam, że dla miłości interessów Sulimowskich, bardzo go kokietowała...



Dnia 28. Kwietnia.

Miły, kochany mój gość! Ciocia Hrabina! Mama kocha ją więcej, niż kiedykolwiek siostra siostrę mo-