Strona:PL Kraszewski - Dziennik Serafiny.djvu/81

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Dnia 25. Kwietnia.

Przez kilka dni znowu chłodno było i śnieg nawet prószył, podwieczorek więc odłożono... tak, że dopiero dziś byłyśmy u Barona... ale — ów Rządca-hrabia, na któregośmy tak były ciekawe, zrazu nie pokazał się wcale. Dwa razy posyłano po niego, przeprosił, że bardzo zajęty... Sam Baron chodził do oficyny i z niczem powrócił... Przyznam się, że zła byłam... żeby też nawet ciekawości nie miał zbliżyć się do towarzystwa... Baron się śmiał z tej dzikości... Mama ramionami ruszała... Tymczasem okoliczność zaszła, która go zmusiła widzieć się z Baronem, bo jakiś urzędnik przybył z cyrkułu... i temuśmy winne, że miałyśmy szczęście oblicze pana hrabiego oglądać..
Domyślałam się go, gdy wszedł, nie wiedząc nawet, że to on. Muszę przyznać, że choć skromnie, ale bardzo przyzwoicie wygląda. Twarz miła i szlachetna... czoło piękne, oczy czarne, nos orli, wąsik do góry podkręcony, ręce kształtne i białe... Przypatrzyłam się mu dobrze... Stanął w progu, nie racząc prawie spojrzeć na nas... dopiero gdy się Mama do rozmowy wmięszała, zwrócił oczy ku nam i ja go mojemi przeszyłam...
Nie zdawało się to na nim czynić wrażenia — ale, pierwszy raz!! Bardzo zręcznie i z tym wdzię-