Strona:PL Kraszewski - Dziennik Serafiny.djvu/79

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wiałem się tego hrabiowstwa in partibus, żeby się z niem wysoko nie nosił, ale na swojem jest miejscu, do towarzystwa się nie ciśnie... milczący, skromny... chociaż znać na nim lepsze wychowanie...
— Ale jakże mogłeś bo wziąć emigranta! odezwała się Mama...
Baron zmilkł.
Z dalszej rozmowy się okazało, że ów rządca-hrabia... ma być bardzo miły, tres comme il faut, ale dziki, niema podobno lat trzydziestu... a przystojny chłopiec.
Pfe! nie mogę tego sobie darować! niewiedzieć dlaczego zajęło mnie to mocno... Mogę się tylko przed moim chyba dzienniczkiem przyznać do tego, że radabym mieć kogoś, tak... na kim bym oczów moich spróbowała... Chciałabym zobaczyć... kogoś we mnie śmiertelnie rozkochanego... toby doprawdy było zabawne! Nie obawiam się z mojej strony nic... oho!! ale mając wyjść w świat, dobrze by mieć trochę doświadczenia... Ten nieszczęśliwy emigrant, który nawet pomyśleć by nie śmiał oczów podnieść na mnie... którego bym ja spychała w bezdenne przepaście, i jednem oka wejrzeniem w siódme przenosiła niebo... bawił by mnie!
Mamę także zajął i zaciekawił, słyszałam jak powiedziała Baronowi: — ale przywieź że go kiedy