Strona:PL Kraszewski - Dziennik Serafiny.djvu/71

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i Ojciec w najlepszym humorze, wesół, zapomniawszy o mnie prawie, bawił Angielkę, popisując się przed nią z dowcipem.
Ponieważ listu tego dnia nie mógł przygotować, musiałyśmy zanocować w miasteczku... Miałam głowę tak przewróconą, taki niepokój jakiś... żem dopiero nad rankiem usnęła...
Nazajutrz Ojciec był znowu inny. Obrócił w żart wczorajszą rozmowę o projektach dla mnie... uspokoił... i zaczął rozpytywać potem, czy Mama istotnie do Karlsbadu jedzie. Zapewniłam go, że jej zdrowie wymaga koniecznie podróży i choć nam bardzo trudno, choć Wujcio pomocy odmówił, musimy się wybrać. Dodałam, że Mama zapewne o pożyczonych pieniądzach pojedzie. Uśmiechnął się — dodając cicho: — ma dobrego plenipotenta.
Na wyjezdnem bardzo był czuły dla mnie.
— Wierz mi Serafinko, rzekł, że nikt lepiej ci nie życzy jak ja i więcej nie kocha... chociaż tak rzadko się widujemy. Miej ufność we mnie... Chciał bym ci się czemś przysłużyć, ale sam w bardzo złych jestem interesach... mało ci dać mogę... Nie zaręczam za to, ale w Karlsbadzie zobaczyć się możemy... bo i ja się niby wybieram...
Gdyśmy powróciły, Mama mnie wzięła zaraz na konfesatę. — Pamięć masz młodą i dobrą, odezwała