Strona:PL Kraszewski - Dziennik Serafiny.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A!e co też ci popletli! przerwała Mama — ma krótki wzrok, jak tysiące innych... słabowity... blady, ale dobre, poczciwe chłopię. Po francuzku mówi doskonale... w salonie milczy... nie orzeł... ale po co, po co nam te orły... dodała Mama, ażeby nas dzióbały... ci pełni dowcipu jak mój, którzy kończą na separacji, albo sprytni jak twój, co szpiegują i dręczą...
— Serafinka młoda i ładna... ten niedołężny...
Zaczęły szeptać i śmiać się. Zdaje się, że Ciotka podzieliła zdanie Mamy, bo sporu więcej nie było.
Już miałam odejść z głową pełną tego com słyszała, gdy Ciotka się odezwała:
— Kiedy tak... tyś mi się wyspowiadała... zapłacę ci równą ufnością. Zrazu nie chciałam cię gryźć tem... ale Rotmistrz mi przywiózł tę nowinę. Niepoczciwy bałamut, grosza bym za to nie dała, że gotów rachować już na przyszłość i zawczasu do Serafinki oczy słodkie robi... O! ci mężczyzni! ci mężczyzni! Uwierzysz ty temu... dowiedziałam się że mnie zwodzi z aktorką jakąś we Lwowie... Wiem o tem... a nie mogę mu w oczy plunąć i porzucić go!......
— Proszęż cię, o czem miałaś mówić?
— Tak — prawda, to był tylko epizod egotyczny — westchnęła Ciotka... Rotmistrz przybywszy