Strona:PL Konstanty Piotrowski-List heloizy do abelarda.pdf/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Oto głos luby słyszę... widzę cię... przychodzisz.
Ah! iakież zachwycenie w sercu moiem rodzisz!
Co moment czuię w sobie silnieysze zapały,
Roskosze potokami w duszy się rozlały....
Wtem promień światła niszczy te czucia pieszczone;
I błędnych wyobrażeń rozdziera zasłonę.
Daremnie szukam ciebie; wzywam cię daremnie!
Cień twoy iak ty okrutny ucieka odemnie.
Wy! obrazy roskoszy naydroższey na świecie,
Sny przyiemne! dla czegoż tak prędko nikniecie?

Niekiedy, nad wierzchołkiem niebotyczney skały,
Gdzie się zhukane morza roztrącaią wały,
Nad osią świata; ciebie postrzegać się zdaię,
Jak wstępuiesz w wieczności nieprzebyte kraie.
Ale okryty cieniem zawistnym obłoku,
Wnet ten zachwycaiący widok znika oku,
Huczą wichry szalone, wały morskie ryczą....
Obudzam się... i marę przeklinam zwodniczą.

Nieznasz tych cierpień; losu zawziętość nieczuła
Duszę twoię, z wzaiemney tkliwości wyzuła,
Nieznasz co są kochania srogie niepokoie,
Jako strumień nayczystszy płyną lata twoie;
Pozbawione miłości, ięków, i zgryzoty,
Życie twoie wystawia pogodny sen cnoty.

Przychodź Kochanku! przychodź duszo moiey duszy!
Czego się trwożysz? czyliż móy widok cię wzruszy?
Gdyś nayczystszą miłością ożywiony Boga,
Lękać się Heloizy iakaż płonna trwoga?