Strona:PL Konstanty Piotrowski-List heloizy do abelarda.pdf/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Utraciła natura swą barwę ozdobną,
Wszystko teraz ma postać, do śmierci podobną;
Wszędzie ponura rospacz swym iadem oddycha,
Przez nię łąka więdnieie i roża usycha,
Echo milczy, Zefiry powiewać przestały,
Wody w głuchey cichości, smutne toczą wały.
Tu w żałości, w rozpaczy, życia będąc cieniem,
Jęczeć muszę nad srogiém moiém przeznaczeniem.
Ah! w śmierci tylko moia nadzieia iest cała;
Onaby srogie skończyć boleści zdołała.
Niestety! nim nadeydą upragnione chwile,
Nim złożę zwłoki moie w posępney mogile,
Przez ileż trzeba ieszcze przechodzić kolei,
Przez ile zgryzot, żalów, i płonnych nadziei,
Tłumić czucia, do których serce mię nakłania,
I wszystkiego zapomnieć, prócz celu kochania.

Co czynię? gdzież mnie błędne zapędy unoszą?
W tem mieyscu moię zbrodnią, wyiawiam z roskoszą!
Tu gdzie cnota sercami niewinnemi włada,
Miłość występnym ogniom ołtarze zakłada!
Niestety! iakież imie na siebie przybiorę?
Córka Nieba, płomieniem świętokradzkiem gorę!
Długoż zaciekła skłonność władać duszą będzie?
Zawsze błąd móy poznaiąc, będęż trwała w błędzie?
Serce stałey miłości uięte nałogiem,
Będzież się wahać, między człowiekiem i Bogiem?
Czemuż moc Religii zmienić mię niemoże?
Ty co znasz mą ułomność... wspieray mię o Boże!
Zdołałeś światy tworzyć wszechmocnością swoią.
Niechże się dłonie twoie potężnie uzbroią: