Strona:PL Kobiety Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego (Piotr Chmielowski).djvu/182

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


bardziej olbrzymiejącą siłą. Jak węże zmieniają skórę, tak one — upodobania; — cała różnica polega na dłuższym lub krótszym przeciągu czasu. Zwyczaje ich nie są ludzkie: pragnienie gaszą krwią, głód nasycają ciałem. Gniewne i mordercze, widzą zdala majaki uspokojenia: zbliżają się z chciwością, której skala wraz z wiekiem się wznosi, i — zastają piasek suchy, żółty, błyszczący od ciągłych upałów. Nie przeczuwając, same sobie kopią mogiłę; suchym piaskiem nakarmić się niepodobna. Pogardziwszy uczuciem, wyśmiawszy miłość, pozrywawszy wszystkie sympatyczne węzły, jakie ich z resztą ludzi łączyły, przymuszone są żyd wśród okropnego wrzasku własnej duszy, której prawą ośmieliły się podeptać. Nie — nawistne same sobie, drżące w ciemności, kiedy nie widzą nic, czemuby głowę strzaskać można, we własnych słowach noszą jady, któremi zatruwają nietylko innych, ale i siebie... To też gdy nadejdzie wreszcie i dla nich — nie są bowiem nieśmiertelne — chwila rozpaczy, z której niema żadnego punktu wyjścia, snują się jak przeklęte mary tego świata: jeżeli kto do nich przemówi — to szyderstwem; jeżeli kto się ukłoni — to z urąganiem; jeżeli wreszcie kto zabije — to z obrzydzeniem. Po większej części atoli posoka ich nie ma żadnego powabu dla zwykłych śmiertelników. Zgnębione osamotnieniem śród gwaru; strawione jadem śród wykwintnych potraw; stoczone zgnilizną za życia; odwracają kolce dyademu w stronę własnych skroni, przyciskają je mocno, ażeby jeszcze w tej ostatniej godzinie nie stracić uroku blasku, i... giną

Taką się nam przedstawia Balladyna — naturalnie z domieszką kobiecej próżności. Zawładnąwszy sercem