Strona:PL Kobiety Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego (Piotr Chmielowski).djvu/066

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


od skarbów najwyższego szczęścia, jeżeli to jest niepewne. Nie pragnie być na stypie miłości; pragnie tylko odświeżać wspomnienia... Chce, żeby Konrad urządził chłodnik koło wieży jak niegdyś w Kownie, żeby wierzby kochane sprowadził — i kwiaty — nawet ów kamień, który obmył łzami...
Grobowéj podobna kolumnie, na któréj wieńce nieśmiertelników wieszają... ma życzenia czysto-idealnéj natury, łzami lat dziesięciu oblane, wykarmione oddechem chłodnéj, murowanéj wieży... Takie natężenie niezwykłe sił ducha z podeptaniem przyrodzonych praw ciała wpłynęło zgubnie na cały organizm. Pomyślcie sobie: przez długie lata, ciągle, o każdéj dnia i nocy porze rozmyślać o jedném tylko: o dolinie kowieńskiéj i o miłości Waltera!.. To była cała jéj rozrywka, cała przyjemność. A młodość złamana, wątek szczęścia urwany przy sa mym początku, niepokój o życie ukochanego, który po dalekich gdzieś krajach wywalczał sobie prawa rycerstwa; porzucona rodzina, któréj blade wspomnienie w bawiących się dzieciach widziała.. wreszcie samotność, okropna, zabójcza samotność — wszystko to jakby całunem żywą jeszcze istotę przykrywało. Widziadła jéj — pozaświatowe, pragnienia — pozazmysłowe. Dawniéj prosiła, by ją sny pocieszały obrazem Waltera, chociaż obraz był niemy; dziś szczęśliwą się czuje, gdy może płakać razem...
Jedna chwila bólu — a istnienie takie musiało się z konieczności przerwać. Chwila ta nadeszła. Sądy tajne skazały na śmierć Konrada — zginął. Wtedy o ściany wieży obił się krzyk nagły, przeciągły: — krzyk, z którym ustało życie Aldony. Dotrzymała przysięgi, którą złożyła przy wejściu na próg swego więzienia, że nie