Strona:PL Klementyna Hoffmanowa - Wybór powieści.djvu/058

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    wstydziłaś się wyszukiwać kluczów i w domu rodzicielskim zakradać się jak złodziej; a nadewszystko zkąd wzięłaś tyle śmiałości, żeby się zhańbić tak podłem i wyszukanem kłamstwem? Czyż zapomniałaś, że Bóg ciągle na nas patrzy? że czyta w głębi serc naszych, i że będąc sam prawdą przedwieczną, brzydzi się kłamliwymi?
    — O, Mamo! słuszne są wszystkie twoje wymówki, już mi je sumienie podało. Już nawet upokorzyłam się przed Bogiem; zalałam się łzami przy wieczornym pacierzu, i słyszałam jakby głos jaki w sercu mojem mówił: niech ci Rodzice przebaczą, a i Bóg gniewać się na ciebie nie będzie: zlituj się więc nademną, przebacz mi! Wszystko uczynię, co tylko każesz, ale powiedz, że się nie gniewasz, że będziesz mię tak kochać jak dawniej!
    — W mocy jest twojej przebłagać gniew mój i odzyskać przywiązanie; uczyń mocne i stałe przedsięwzięcie poprawy, wezwij Wszechmocnego na pomoc, pracuj usilnie nad sobą, bądź od tej chwili wstrzemięźliwą i szczerą.
    — Będę nią niezawodnie. Ale Mamo! zaprowadź mnie do Taty, jeszcze on o niczem nie wie.
    Wszedł w tę chwilę pan Staropolski, zdziwiony długą nieobecnością żony, a równie dobry Ojciec jak tkliwy małżonek, uczuł przy wyznaniu Teresi to wszystko, czego doświadczyła Matka, i podobneż córce dał napomnienia i nauki. Uspokojona Teresia wyjawieniem swej winy, pełna najmocniejszych postanowień, z rozkazu rodziców, położyła się. Odeszli od niej, zostawiwszy służącą do jej pilnowania.
    Póki byli przy niej, póki dusza jej tak żywo była zajęta trwogą i żalem, nie czuła fizycznych cierpień; ale skoro spokojniejszą moralnie być zaczęła, doznała mo-