Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu T. 2.djvu/228

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Ani na tylec noza niepusce!... Ani tyćko!... Cofnij sie nazad i idź skądeś prziseł!...
— Nimoge! — powiado płanietnik — i jak mie jesce dłuzéj tak trzimać bedzies, to pukne.
— Idź nad hole i puknij hań, jak cie juz tak gniecie. Ino ludziom nierób despetu zodnego!... I przestała zbérceć.
Natykmiost hmura sie rusyła i poseł nad hole i hań zesuło gradami tak, co cud!...
Wtej oberwoł sie Skupniów Upłoz i uwiezło sie go pół do Jaworzinki. Wtej sie utworzyły po halak stawy i jeziora, a po graniak wsędej poobruwała sie ziem i porobiéły sie takie wielgie okopy i przikopy długie. A krupy gradu po całyk holak lezały miejscami do wiesny.
Niebyło śpasów!... Kciały ludzi wody po wsiak dołu pozabiérać; tak z hol dudały sydźkiemi źlebami i potokami.

Na Skalnem Podhalu ornament (8).jpg