Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu T. 2.djvu/223

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


skałe i zacon tom skórom owijać nogi, a syć cosi ś niej tém gwoździem.
Sobek doł pozior za nim; wyseł po cihutku ze młyna i na racku poza brzéski olsynkami — co tys ta robi?... Wyziéro. Tén siedzi na skale nad wodom, naciągo skóre zębami, to zaś mierzo na nogi, a poziéro w góre na miesiącek i gwarzi:
— Świéć! miesiącku! świéć! bo se butki syjem...
Sobek napatrzéł sie mu dość! Wzion skałe, kie wymierzo w plecy!
— Jecie djabli wzieni! — tén pado — Nieświéciéłbyk, a nie biéł sie! Joby se sładno usył buty i po ćmie. Wiés?!...
Sobek poseł ciho nazod do młyna, a tén znowa kieniekie prziseł za nim i gwarzi:
Jo tu juz niedługo bede u wos młynorzu. Pude stąd, bo mie tam juz wołajom moji. Jele se dojcie pozior wse. Jak ino uwidzicie, ze pudzie corno hmura od