Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu T. 2.djvu/114

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wikta się przelękła, cofnęła, zasłoniła ręką krzyknęła ze strachem: My go zabiéły!
Wodny Kuba wstrzymał się, jakby go z pod ziemi za pięty chwyciło. Chwilę niemo stał, potem zawołał ze zdumieniem: Zabiéłyście?
— Zabiéły — powtórzyła Wikta i dodała z trwogą szybko: Rózo go zabiéła.
Wodny Kuba nie mógł ochłonąć ze zdumienia.
— Jazek zmiértwiał — rzekł. — Zabiéłyście go? Ale na co? bez co? Cy se som na spaniu powrózki poozcinał i uciekać fciał? Abo fciał hipnonć do wos? Ale dyj przecie związany béł, co cud! Cyście mu wy ozcieny powrózki?
— My, ale jus na trupie — rzekła Wikta.
Wodny Kuba usta otworzył ze zdziwu.
— Hnet byś o rozum prziseł — rzekł. — Toście go związanego umęcyły?!
Dziewczyny milczały.