Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu T. 2.djvu/112

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wyniesło mie psie mięso jedne kasi w takie źleby, co sie widziało, ze juz gwołte hań trza bedzie ostać. A tu nie widno nika nic: gmła i gmła. Dobrze mie juz janieli séjmować z tyk turni fcieli. Pobłądziłek, zakrącało se mnom... Je cos to haw?! W Imie Ojca i Séna!... Kis to sto djasków?!.. Nadszedł i zobaczył przy księżycu strzelca na ziemi nieruchomego, a z rozwiązanemi rękoma i nogami.
— Cos sie stało?! Cozeście takie niemowy?!
Chwycił suchą gałęź, przygotowaną na ogień, zatlił ją, rozpalił i począł patrzeć.
— Łeb mo ozbitom! W Imie Ojca i Séna! Wtos to zrobiéł? Cy sie ozwiązał i uciekać fciał?
Oglądał go coraz lepiej, mówiąc do siebie: Odzienie na nim potargane, durkniony je ciemieniem o skałe... Powrózki