Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu T. 2.djvu/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dwo, słabo i jakby ostatnim tchem. Ulka skoczyła po nóż i porozcinała powrózki, któremi był związany. Mało co poruszył sobą jeszcze. Musiał skonać.
— Zabiéłaś go — szepnęła Ulka.
— Zabiéła — powtórzyła Wikta. Klęczały przy nim, jedna z opaską w ręku, druga z nożem, obie pokrwawione.
Róża odwróciła się, stała chwilę nieruchomo, a potem zaczęła jakimś kijem ognisko rozrzucać. Zostały tylko tlejące, przepalone drwa i węgle. Stało się ciemno.
W tej chwili ozwał się z nieopodal głos Wodnego Kuby: He — he — heu!...
— Tata idom! — drgnęła Ulka.
— Jesteście ta?! Bez cos watre osciskujecie?! — wołał Kuba
Zbliżając się, mówił: Gmy mie zasły, widziało sie, co przepadnem. Cysto piéknie jek zgłupiał. Takek seł, jak ślepy.