Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu T. 2.djvu/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Ej! byk cie nie kopła! — mówi po chwili Róża.
— Abo jo tobie! — odpowiada Ulka.
Znowu umilkły. Sapały, sapały, zdawało się Wikcie, że zasnęły. Zdrzemała się i ona — wtem coś ją potrąciło w twarz. Otwiera oczy — patrzy: Ulka nad strzelcem schylona, prawie leży, ręce na nim trzyma.
Jakaś wściekłość przejęła Wiktę. Zerwała się na kolana, krzyczy: Co robis, Ulka?!
W tej chwili obudziła się Róża i też się porwała z posłania. Ulka nie zdążyła strzelca puścić — patrzą na siebie.
— Ulka! — odzywa się Róża groźnie.
— Co?! — odpowiada Ulka, a głos jej drży z nabrzmienia w piersiach.
— Ty?!...
— Cos?!...
— Odeńdzies?!
— A ty jako?!