Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu T. 2.djvu/081

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


winy w skały, przyszło po żebrach nad urwiskami po pod Litworową Turnię iść, zdawało się, że skała z pod nóg ucieka.
— Tato! — woła Wikta — Widzi sie, co odpadnem!
— Nie patrz dołu pod siebie!
— Ej! Kiela tys to hań przepaść! — woła Róża i patrzy w dół.
— Pazdury sie fcom piéknie pozuruwać! — woła Ulka.
— Dzier-zcie sie! dzier-zcie sie! — napomina Wodny Kuba. — Bo wtora by haw durkła dołu, na prag sie zetre!
— Tak mi sie widzi, ze juz nóg nimom! — woła Wikta. — Jakobyk leciała w powietrzu!
— Śmierzć pod tobom! Nie patrz pod sie!
— Hej! Hej! Joj! Jak leci! — wora Róża, strąciwszy nogą głaz.
— Jak warcy!
— Ozbiéł sie!