Przejdź do zawartości

Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu T. 2.djvu/080

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

 — Coz hań?
 — Węgry, Luptów.
 — A hań?
 — Bedziemé patrzéć.
 — Pudziemé na robote? Słuzyć?
 — Jo wos nie na to howoł, cobyście między ludzi sły.
 Kozę ze skóry obdarli, co upiekli część zjedli, część ze sobą zabrali. Pierwszy raz dziewczęta mięso jadły.
 — Smakowała ci śtuka? — pyta się Róża Ulki.
 Ulka usta zacina, a Wikta mówi:
 — Ej, juz nam nie bedzie becała! Zjeść jek zjadła i jesce bedem, ale mi jej zol.
 — Hej, dziecko! — odzywa się Wodny Kuba. — Kieby cłowiek fciał syćkiego załować, co nie jest tak, jakoby miało być, hnet by morze wypłakał.
 Westchnął, splunął i ruszył naprzód.

 Z głazów w kosodrzewinę, z kosodrze-