Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu T. 2.djvu/079

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Luto mi bedzie za niom — mówi Wikta.
— Koza béła moja — mówi Ulka.
— Taka twoja, jak i moja! — odpowiada Róża.
— Ale jo jom z domu zajena!
— Béła naska, wspólna!
— Ale jo jom wiedła!
— Ale jo jom zabiéła!
Zrobiło się cicho; strasznie dziko krzyknęła Róża.
— Nie kces jej to jeść, ino tata watre słozom? — mowi po chwili Róża i bierze się skórę łupić.
Zacięła Ulka usta, a Wikta płacze.
— Dobrze Róża zrobiéła — odzywa się Kuba, który tymczasem chróst na ogień zbierał — joby jom som béł zabiéł. Aniby hań nie wysła, ani jeść nima co.
— W te turnie pudziemy?
— W té.