Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu T. 2.djvu/074

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


które po matce Capkulami zwano, zamiast Capkule, wołali: dziadule. Płakały.
Siedział Kuba koło wody pod brzegiem, blizko Galicowej Grapy, w pustce. Domu naokoło nigdzie. Las — ale cudzy, gazdowski. Pawlice, Chowańce, Galice, Pary: to to byli gazdowie. Chowali niejeden po kilkanaście krów, kilkadziesiąt owiec, po trzy, cztery konie. U Kopińskiego krowy nie było; jedna koza.
Dziewki się w lecie żywiły grzybami, jagodami, co po reglach zbierały. Ale w zimie, na wiosnę — raty! Po dwa i trzy dni nic do gęby, prócz odrobiny mąki, wodą rozbełtanej. Jak raz Ulka ukradła u Pawliców kawałek placka owsianego, to było święto.
Rosły — powietrzem i wodą — dziko, jak jodły w lesie. Miesiące czasem człowieka nie widziały z blizka. Choć Róży było dwadzieścia lat, Ulce dziewiętnaście, a Wikcie siedmnaście: nikt ku nim nie szedł,