Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu T. 2.djvu/060

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


kowe Kominy. Cyjsca sie bojem, piekła nie.
Rzekł kumoter Gombos delikatnie, ale z wewnętrznym własnym sądem i wiedząc, że mu nie będzie przeczone na końcu myśli:
— Padocie, kumotrze, jeze sie piekła nie boicie — jakos? cyby go miało nie być, cy jak? Ale kazby dyabły siadały, jak by go wej nie béło? Ady dyabły przecie jest.
— Jest — odpowiedział Zych — i seliniejakie. Som Belzebuby, Astaroty, jazerni, jest dyabły polne, wodne, leśne, hałupne, coby ludzi kusiły. Krzizem świentym sie im trza oganiać, bo sie go bojom. Strzegom na cłowieka wsędyl. Dy ik i haw w izbie pełno bedzie, sej sto, abo i tysionc.
Wzdrygnął się kumoter Gombos, a żona Zychowa zaszeptała: Raty Boskie! Ponjezusicku nosłodsy, ratuj tyz! Maryjo Panno!