Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu T. 2.djvu/059

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


się kumoter Gombos z przekonaniem. — Władze On, władze.
— Dyj władze, wiem — rzekł Jakób Zych — ale nie tak, jak ludzie myślom. Kogo mierzi, ze sie ta jaki Bartek pobiéł, abo jaka Kunda przespała od Staska, e, to jus i Pana Boga musi mierzić. Bajto!
— A cosby to grzyhók nie béło? — rzekł kumoter Gombos z opozycyą.
— Jest — odparł Zych.
— Sąd Boski strasny — rzekł Gombos
— Strasny, prowda — odparł Zych. — Niebo sie bedzie gionć, a ziemia trzesceć. Janiołowie na trąbitak grać bedom, a góry i hale bedom sie ozwalować od głosu. Wtej sie ta nik nie uhyli, ani nie wykrenci. Ale Pon Bóg mądry, wié, ze hojby wto haw nie dziesieńć, ani nie piętnoście, ale i pieńdziesiont, i sto roków cosi kajsi onacéł, brojeł, to zaś co sto roków, to nie wiecność, co Spiska Turnia, to nie Tyl-