Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu T. 2.djvu/041

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


lasa i przepod. Jo nie seł za nim, bo mi cap ciązał, a capu na dzikiego cłowieka siustał nie bedzies, bo cłowieka nie zjés. Haj. Zginon mi. Kasi sie ta jesce w lesie obezwoł, je ale jek nimóg uznać, co mówiéł. Juzek go pote nika nigdyj nie spotkał. Słysołek później z pastyrzy, w Pańscycy, ze go mieli widzieć, ale zuciekali, bo sie go zlękli. Jo sie go ta nie bał. I posukowołek go nawet kieniekie kiek w ténta strone zaseł, ale darmo. Kajsi sie beskurcyjo straciła. Młody béł, nie béło mu nad pięć dwaścia lot. Odzienie mioł z góralska, ale widno béło po mowie, ze je nie tutejsy, ka od Krakowa, abo z kainéndyj. Taki ci sie wej i cudok trefi w lesie. Ono by cie wej hnet i ogłupić zdolało. Hej! las, to je nie plotka...


∗             ∗