Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu T. 2.djvu/039

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


za nim. Uciók mi na kwile, skrył sie między smrecoski młode — patrzem po kwili — jest je! Stoi, patrzy do mnie. Jo ku niemu miérze, krzyce mu: stój! bo bedem strzyloł! — jele ino tak na śpas, bo cosbyk ta mioł do niego strzylać. On stoi, zobziéroł mie, ocy miał wielgie, i obzywo sie ku mnie, tak bez pół mówięcy, bez pół kieby śpiéwoł, tak: Ozgrzesys mie? Ozgrzesys mie? Serce woda niesie po zielonym lesie — serce woda wziena wodzicka studziena, tocy po kamieniak, tocy po strumieniak — kasi sie pod skałą krwawą rybką stało... Ozgrzesys mie? Ozgrzesys mie? — i zaś znowa jako przódziéj. Jo stoł i słuhoł, to tak dobrze ze trzi razy mi przepedział, w rzecy prześpiéwał, cok sie wej, nieprzymierzajęcy, jak paciérza piéknie wyucéł i do siela bacem. Nieroz to sie mi wej i w nocy przyśnije, abo sie mi tak samo od siebie zbacy, ka w lesie, abo