Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/166

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Ej moja freirecko nie załuj mi dudka,
Ej bo mi juz hań dzwoni na zomecku kłódka.

Ej moja freirecko nie załuj mi licka,
Ej bo mi się hań z wiérsku iskrzy siubienicka.

Ej moja freirecko nie trzymaj mie w sieni,
Ej bo mi juz na truhłę tę jedlickę ścieni.

Ej moja freirecko nie załuj mi ciała,
Ej bo mie pohowajom, ty bedzies płakała!...

Ej ha!...

Myśli on sobie tak śpiewając o Hanusi Królównie, która się w nim mocno zakochała i niczego mu nie odmawia, owszem, sama się tuli i, choć się wstydzi, niemoże westchnień miłosnego pragnienia zatłumić, kiedy są ze sobą na szopie przy Gąsienicowych Stawach. Tam ona pasie krowy piękne, cisawe i czarne, siwe i czerwone. Nazywają się Brzezula, Cisula, Kawula, Łaciata, bo wiele na niej łat białych, czarnych i żółtych, Siwula, i rozmaicie jeszcze inaczej. Piękne to są krowy, dobrze się pasą i dużo dają mleka. Miło jest patrzeć, kiedy pozberkując spiżowemi dzwonkami, stąpają po zielonej trawie i mchach pomiędzy kosodrzewiny, skubią trawę i mech, lub ległszy rzędami, przeżuwają połknięty pokarm. Poją się one w czystym potoku, co z Zielonego Stawu z pod Świnnicy płynie, a na noc zamykają do szopy,