Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/149

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


i buch nią o ziemię! Taka go złość porwała, aż mu w gardle zagrało.
»Ty dziéwcyno strojno — mówi — bedzies na rok dojno,
Bedzies miała hłopca i mléka dwa skopca!« —

Bęc pięścią w pniak. Skręcił w smreczki ku Pustej Dolinie.
— Syćko mi dojadło! Wto mi kazuje zyć?! Wto tu mo mi co ozkazować?! Cy jo nie jest Mijał Bulcyk Howaniec Łojas Kośla z Kośnego Homru?! Z dziada pradziada gazda?! Cy jo niémogem robić, co mi się zwidzi?! Co?! Co mi wto mo do oskazowania?! Co?! Jo nie musem!
I chybotał się po lesie, mrucząc: Obwiesem się — — nie obwiesem się... Obwiesem się — — nie obwiesem się....
A złość, wściekłość na życie ogarniała go coraz większa. Już się pienił i rzęził ze złości. Nakoniec stanął pod smrekiem, na który padał księżyc tak, że aż się pień bielił od światła, i począł wyciągać pasek, przewleczony przez spodnie w pasie i opuszczony w dół z tyłu, z guzem mosiężnym. Wyciągnął, poprawił spodnie, przesunął przez klamrę i zaczepił na konarze.
— Smreku! — krzyczy — Obwiesem się na tobie! Słisys?!
Ale smrek milczał.
— Słisys?!