Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/147

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


to jak krowy pasie pod lasem Krupowskim, to jak len rafie, a śmieje się, a śpiewa, a śliczna!...
Ej sto Bohów do nieho! Dołby jo ci bobu!....
Ale coż? Stary jest, sześćdziesiąt mu blizko, sam córki ma dwie, obstarnie juz, a nikt tego niechce wziąć. Coby téz i brał?! Biédne to, a brzydkie, a złe! Cołke na matkę podane! Trza to odziewać, żywić, wadzi się tylko w izbie, a wymaga, a pomstuje, a krzywdzi se, czasem i matce bić pomoże! Dyasi ta po takiém gazdowaniu!
I splunął — tfu!
Na jednego moc! Franek go krzywdzi, baba poniewiera, dzieci złe, tu go szarpią, tam go biją — prawda, że dyasi po takiém gazdowaniu!
— Co jo mogem wygazdować? Heba śmierzć — mruczy Michał Łojas Kośla, odrazu bardzo smutny.
— Co jo mom jesce na świecie robić? Nie, zebyk juz tak niémioł co do gęby, abo na sie włozyć, to, kwalić Boga, jesce nié. Ale co to za zycie takie? G..... nie zycie! Dziadek, co po prośbie hodzuje, przódziéj mo pokój i zadowolenie, jako jo, co je jek przecie z dziada pradziada gazda.
Tuk w Kondrotowéj, dobrze mi. Napiłek sie w Homrak, śpiwom se, tańcujem se, co fcem, robiem. Coby się i nie udziało, coz mi ta, kiek haw, nie przi domie. Ale hań — niek ino zajńdem. Zgryzota mię uhyci, jako kot scura. Hoćby się jako