Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/120

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Jakóbek tak uwazował, że Wojtek Chroniec zkąd innąd tego śrybła i złota nie przynosi, tylko z za Tatrów z Luptowa, a ów wielgi chłop nie kto inny musi być, tylko wysłannik zbójników, z którymi się Wojtek stowarzisył.
Ale o tem nie gadano. Uwazował tylko Jakóbek, że baca, jego stryk, w niezwykłej miał Wojtka estymie, chował go najlepiej, a czasem powiadał:
— Z tobie, Wojtek, bedzie kiesi cosi!...
Wiedział też Jakóbek, że się Wojtek z Kasią Pęckowską chciał żenić, nawet ona dwa razy u niego była na hali, bo Wojtkowi nieporada było iść do wsi, skrony tego dezynterunku.
Słyszał też Jakóbek, jak zaprzysięgała Wojtkowi, że do karczmy chodzić nie będzie, tańcować nie będzie, a zwłaszcza z Bronisławem Wałęcakiem z Kośnego Hamru.
Oburzyło się wielce serce Jakóbkowe, gdy kupując habrykę i palenkę, ujrzał Kaśkę tańcującą polkę z tymże Wałęcakiem, a nietylko to widział, ale i to, że ją Wałęcak objął w ciżbie w pół i dwa razy pobośkał w same usta, a raz w lice.
Jeszcze się więcej oburzyło serce Jakóbkowe, kiedy poczuł Wojtkowego cwancygiera w ręce. Stoi więc przed nim i powiada:
— Wojtek! Pedziołbyk ci cosi!
— Co?