Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/118

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Jakóbek Huciański dymał co tchu do góry, a pokrzykiwał sobie:
— Ej wiera! powiem mu! Ej wiera! powiem mu!
Jakóbek Huciański miał już czternaście lat i rozumiał doskonale, że tego, iż Wojtek Chroniec, który »dezenterował« z wojska, siedzi u nich na hali: nie należy nikomu opowiadać, ale również zdawał sobie z tego doskonale sprawę, że to, iż Kasia Pęckowska, Wojtka freirka, tańczy w karczmie z parobkami, Wojtkowi opowiedzieć należy. Pędził więc co tchu w górę, a pokrzykiwał sobie:
— Ej wiera! powiem mu! Ej wiera! powiem mu!
Pędził też co prawda i dlatego nader pośpiesznie w górę, że się ogromnie bał niedźwiedzia, który zeszłej nocy »narobił misa« na polanie.
Las się skończył, smreczki zaczęły rzednąć, prześwieciła polana, zalana światłem księżyca.
— No! tok juz haw — powiedział sobie Jakóbek.
Poczem zaczął wołać na psy: — Tu! tu! tu! tu! — a te, poznawszy głos, z hałasem pobiegły ku niemu, a że Waruj, wielki jak cielę, wsunął