Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/113

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Haj — powtórzył Jasiek niedbale, a niecierpliwie.
Piorun prężył się między brwiami Krystki, ale twarz jej zmieniła się i w uśmiechu zabieliły jej się między wargami drobne, ostre zęby.
— I ty ku niej fces iść?!
— Jo hań idem, ka mi się fce.
— Pewnie! Na mój sto prawdu! Kiebyk se té ocy na siwo pomalować mogła! Coz im robić? Nie zesiwiom mi w głowie. Nimas rady nijakiej! Ale pockojze Jasiu, nie hodź, jo ci jom haw prziwiedem. Kieś mi tak do rozumu pedzioł, tok juz mądro. Siejdze haw w sałasie, prziwiedem ci jom doroz!
Porwała wielką żagiew palącą się z ogniska.
— Ciemno! Poświcem se!
Jasiek przekrzywił się na ciupadze i patrzał na Krystkę trochę zdumiony.
— Co fces zrobić, Krystka? — spytał.
— Prziwiedem ci jom! Bees jom haw mioł w sałasie.
— Krystka?
— Siedź! Doroz haw beemy obie. Kieś mi do rozumu przemówił, to jo juz mądro.
I z płonącą, ogromną żagwią, jak pochodnia, wybiegła z szałasu; przez szpary widział Jasiek po świetle, jak szła ku szopie Jadwigi, o kilkanaście kroków.