Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/112

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Baj to! — skinął Jasiek i zabierał się ku drzwiom.
Wówczas Krystka zerwała się na nogi i krzyknęła:
— Stój!
Głos był tak wściekły, oczy Krystki tak zapalone, że się Jasiek zatrzymał.
— Stój! — krzyczała Krystka. — Powidz mi! Co ci się więcyl zwidziało u tej warguli? Cy je jest bogatso jako jo? dziadula zatracona! Cy je gładso na licu? Cy je śumniejso? Co ci się w niej spodobało nade mnie? Inoś jom uwidzioł pirse to lato, juz cię ku niej ciągło! Inoś się hańbiéł zrazu! Ty! Cym cię ona zamamiła ku sobie? Ty! Cy jo nie jest dziwka, jak się patrzy? Co?
I stała przed nim z chustką opadniętą na ramiona, z roztarganemi włosami, ze świecącemi czarnemi oczyma i łuną na smagłej twarzy.
Jasiek w kapeluszu na bakier, z fajką w ustach, opierał się pod bok na ciupadze.
— Co ci się zwidziało w niéj nade mnie?!
— Siwe ocy.
— Ocy siwe?
— Haj.
Krystce zapaliła się jeszcze więcej twarz i tak, jak piorun, przyleciał i zawisł jej między brwiami czarnemi.
— Ocy?! — krzyknęła znowu.