Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Zimno ci?
— Jakosi mi rence zmarzły, biéda ozgrzać.
— Cemuześ nie przi Jadwisi? Onaby cię ozegrzała wnet!
Jasiek uśmiechnął się szyderczo, spojrzał do góry na stojącą nad nim Krystkę i rzekł spokojnie:
— Bak ta fciał i na tobie zajżréć.
— Jo cię nie potrzebujem haw! — krzyknęła Krystka. — Słisys? Nie potrzebujem tobie haw!
— Ba ka? — uśmiechnął się Jasiek. — Na sopie?
Na Krystkę uderzył pons i oczy jej się zaszkliły łzami; chwyciła go za ramiona dłońmi.
— Jasiek!
Popatrzał na nią z flegmatyczną ironią z głupia frant i zapytał:
— Co?
Krystka rzuciła się przed nim na kolana. Trącona nogą gałąź we watrze prysła iskrami pod powałę.
— Jasiek! Nie kohałak cię?!
— E ta było, co ta było — odparł, poprawiając toporzyskiem od ciupagi sajty płonące; ogień wzburzony zawarczał i zapienił się zarzewiem.
— Nie kohałak cię? — mówiła Krystka, raczej jęcząc. — Nie byłak ci wierną za te trzy roki? Tyś był pirsy, tyś był ostatni. Nie goiłak cię, kie