Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/099

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Ej, kiele to pióro macie! — mówi Krystka, bo się właśnie nachylił i od pióra cień padł na ścieni.
— Z orła. Fciałabyś je?
— Coz mi po nim? Kaz sobie przyprawiem? do smatki?
— Tu! — rzekł chłopiec i zawinął jej rękę około piersi.
— Siedźciez!
Odepchnęła go łokciem, aż mu ręka w tył poleciała, ale ją dreszcz przeszedł przez całe ciało, osobliwie przez plecy.
— Cyś poświęcano?
Nadrabiał miną, ale był zmieszany. Krystka zaczęła czuć się zupełnie śmiałą. Chciała mu powiedzieć coś, coby go ośmieszyło, ale gdy spoglądnęła na tę twarz rumianą pod czarnem skrzelem, z za którego sterczało pióro długie i pośmigłe na wietrze, nie chciało jej żadne słowo ostre wyjść z ust. On i to poznał i znowu się uśmiechnął:
— Myślołby wto, ześ tako zło.
I siadł przy niej na kopczyku.
— Mom cas — rzekł.
— E dy rano — odpowiedziała Krystka, czując, że jej tak jakby miękło ciało.
— Jakoś se to śpiwała, kiek haw seł?