Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/098

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


a tu coś zazberczy jej nad głową i odzywa się do niej ostry, męzki głos: Coz se ty tak śpiwos, dziwcę?
Ale Krystka nie odpowiedziała, bo jej się tak jak zalśniło w oczach. Stał nad nią chłop, parobek, jakby ze słońca zszedł. Świeci się na nim blacha na piersi, świeci opasek od klamer, świeci ciupaga w ręku i kółka przy niej przyprawione na toporzysku, świeci się biała czucha na ramionach i świecą się czerwone parzenice na portkach, a z pod czarnego skrzela świeci się twarz rumiana i takie oczy niebieskie, jak goryczki o rosie. Zapatrzyła się Krystka do znaku; on to widzi i uśmiecha się:
— Coz się tak przypatrujes do mnie? hę?
Krystka była cięta z natury, otrząsa się z olśnienia.
— E boście mię zestrasyli — mówi.
On się znowu uśmiecha:
— Cy jek taki brzydźki? — pyta się.
— Coby ta! Aleście mi zezbyrceli nade głowom. Cysto pikniek się przelękła.
Chłopiec postał chwilę, widocznie mu się Krystka trochę spodobała. Popatrzyła na niego bystro, prosto w oczy.
— Daleko idziecie?
— E ta idem ka ta idem... A potem dodał: Ku Stawom. Som ta jest jesce owce.