Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/068

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


cóz, kiek wej juz stary! Siedemdziesiont mi mineno na Jakóba... Ej, kieby mi się tak by dwaścia reków wróciło!... Ale cok juz przezył, tok juz przezył, co jek widzioł, to jek widzioł, widziołek i Antośkę Kurnotkę i Kasię Długopolską i moja niebozycka piérso zona fajna była i Kaśka Walka z Pod Brzegu, pojedna by ci była dobrze serce nie urwała od wątroby, ale jek takiej przecie nie widzioł, jako ta Maryna wójtowa. Słuhowałek ze staryk ludzi o wrózkak, co na skodę ludziom cyniły; takie to to musiało być. A kiebyk nie wiedzioł, cyja jest, kiebyk nie znoł jéj ojca, matki niebozycki, kiebyk nie wiedzioł, kie jom do krztu świentego do Ludzimirza nosili, wto jom trzymoł: pedziołbyk, ze wto wié co? Zkąd to między ludzi zlazło? Z jakiej płanety, lebo z piecary wysło? Jakiesi to corcie kwiaty się temu na wargi i na ocy zamieniły, bo ik tu takik na świat nijaka jesce baba nie wydała ze sobie... Haj... Wyonacyłek wóz godnie maziom, nie bedzie skrzypioł, nie będzie się Małgorzata prać znowa ode złości po siedzisku. Hej! Kiz mi téz dyasi przeklenci kozeli młodom babę brać?! Skaranie Boskie! Kieby mi się téz by dwaścia roków wróciło!... Wóla Boska...
Tak stary Gąsiorek, co tracz miał, mruczał do siebie, wóz ze strachu przed drugą żoną Małgorzatą gorliwie smarując.