Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/029

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


cioł — — niekze ta juz to wesele u Sobcoków bedzie wase, jak nimoze inacyj być.
— Nie mówiłek mu ta, jaki ten niedźwiedź, abo ka, bo co sie ta anioł na strzelectwie rozumi.
A on powiedzioł: No to niekze się stanie według słowa twego. Ostoń ze jesce i idź na tego niedźwiedzia.
I wzniósł się na skrzydłach i wyleciał przez dach.
— Anik się go nie zdązył spytać, jak mu na imię, cy je Serafin, cy Herubin, cy jaki, anik mu nie podziękował, wyjehało to bez daf w pole, ino migło.
Ale ta widać inacyj Pon Bóg umyślił, jako on se mnom ukwalował, bok i tego niedźwiedzia zabił, ino mię po tej kuli popuściło, i na weseluk był i dotykcos zyjem i moze jesce bedem zył nie jeden rok, ani nie dwa.
Dziwniejszego widzenia nie miał Samek, choć on z Mnichem jednej nocy przy Hińczowym Stawie się spotkał. Ale to widziadło nic do niego nie mówiło, tylko przechodząc mimo, zaświeciło mu kagankiem w twarz i poszło dalej.
— Takbyś pedzioł, ze nie krocy, ino płynie, hoć nogami ruso pod tom sukniom. Brzodę mo w pas, a ocy tak, jakoby bielmem powlecone.