Strona:PL Kazania sejmowe (1924).djvu/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

luter, a sumienia u niego nie wiele. W różności wiar rostą swary, gdy się pohamować[1] nie mogą, aby jeden drugiemu drugdy nieostrożnie nie przymówił, — jako Apostoł przestrzegł[2]: »Swary słowne około wiary rodzą zazdrości, iż jeden drugiemu dowcipu abo wymowy abo umiejętności pisma zajrzy, rodzą swary bluźnierstwa, iż rozgniewany bluźnić przeciw kościołowi będzie, rodzą złe podejrzania i spory ludzi, w rozumie skażonych, którzy prawdy zbyli.« Jeśli tedy herezye zgodę w rzpltej i jedność i miłość psują, a jakoż szkodliwe rzpltej nie są? A który jad prędzej zarazić i skazić państwa i królestwa może, jako rozterki i niezgody.

Jedność wiary bożej czyni jedno zgodne królestwo, a herezye i różne wiary dzielą królestwa i rozdziałem je gubią.[3] Co się bardzo jaśnie pokazało z onego szatańskiego wymysłu Jeroboamowego, który mając część królestwa Roboamowego, na zatrzymanie rozdziału onego umyślił rozdzielić wiarę i odszczepieństwo fundować miedzy lud Boży. Bo sobie pomyślił: będzieli ten lud mój jednej wiary z ludem Roboamowym, a będzieli w, jednego z nimi Boga wierzył i do jednego kościoła do Hieruzalem chodził, pewnie się i do jednego Pana zaś

  1. III. wyd. ustrzedz.
  2. 2. Tim. 28.
  3. 3. Reg. 12.